Jestem nicością
Pustką po brzegi
Jestem nocą
Bez nadchodzącego dnia
Jestem oczekiwaniem
Bez końca
Jestem słoną wodą
Demonem o twarzy anioła
Aniołem o twarzy demona
Jestem nicością
Pustką po brzegi
Jestem nocą
Bez nadchodzącego dnia
Jestem oczekiwaniem
Bez końca
Jestem słoną wodą
Demonem o twarzy anioła
Aniołem o twarzy demona
Każdego ranka zszywa
Porwane sumienie
Każdego ranka skleja
Poszarpane myśli
Każdego ranka zbiera
Kawałki siebie
Każdego ranka znajduje
Resztki potłuczonych marzeń
Nie spieszno jej do jutra
Cień
Cień kobiety, która była
Wspomnienie
Wspomnienie siebie z przeszłości
Niezrozumienie
Niezrozumienie siebie w przyszłości
Droga
Droga bez powrotu
W łóżku obcy
Naiwna danina za obietnicę miłości
Zrobi makijaż
Ukryje przerażenie
Obcy znikł, a z nim obietnica
Mdłości nie dadzą zmrużyć oka
Palące myśli będą nękać
W końcu sen przyjdzie, jak zabójca nadziei
Pomaluj mi usta prawdą zamiast szminki
Rozświetl mi twarz wspomnieniami o szczęściu
Ukryj strach w kolorach jesieni
Zakomponuj mnie na przyszłość
A ja na moście znajdę sen
Z dedykacją dla artysty, który zobaczył mnie na moście…

Ciało niszczy moralne zakażenie
Gniją myśli w głębinach umysłu
Przez szwy eleganckiej sukienki wyciekają zainfekowane płyny
Wampiry podświadomości wydłubały wyobraźnię z oczodołów
Krwista szminka przykrywa kłamliwe usta
Wybielony uśmiech oszukuje skórę twarzy
Jestem wariatem emocji
Rozszalałe myśli płyną w tętnicach
Roznoszą jad po całym ciele
Z jadu rodzą się mdłości.
Jestem drapieżnikiem
Po zapachu poznam ofiarę
Mogę ją rozszarpać bezlitośnie
Mogę też katować delikatnością
Powoli zadać śmierć
Wątłe nerwy szarpać miłym słowem
Dobrocią zagłaskać.
Nie będę Cię bronić przed życiem
Nie umiem
Nie będę Cię strzec przed miłością
Zrozumiem
Kiedy zapragniesz już odejść
Zgodzę się
Kiedy zapłaczesz nad sobą
Wysłucham
Kiedy mnie znienawidzisz
Nie odpowiem
Kiedy znajdziesz swój cel
Wypowiem zaklęcie, by znalazło Cię szczęście