Czarny, czerwony, niebieski, światła oślepiają
Alkohol i pot
W głowie zamęt
Ona spojrzała na niego
On jeszcze za mało wypił
Za godzinę może dwie zatańczą objęci
On jej powie, że jest wyjątkowa
Ona zawachluje rzęsami niby speszona
A gdzie miłość zapytała moja dusza bezczelnie
Je t’aime moi non plus
O poranku on nie pamięta nawet jej imienia
Ona marzy już o innym
Każdy unika rozmowy
Nikt nie chce zarazić się miłością
Pani jest wyjątkowa
ma w sobie właśnie to,
czego mi w tej chwili trzeba.
Przy Pani z niczego nie muszę się tłumaczyć
nawet z odrzuconego połączenia.
Pani jest mniejszym złem,
otwartym oknem ograniczonym ramą nocy
i wcale nie jest, Pani, ćmą.
Z Panią nie pójdę na kompromis,
zabiorę więcej niż mi dano.
Nic w nas nie umrze
nic się nie narodzi
nie spłonie las
nie szkoda będzie róży.
Widzi Pani te rzeczy tak samo.
Niech Pani spojrzy na kobietę w rogu sali:
samotna, z głową w chmurach.
Coś jej się marzy,
ale czy udźwignie?
Patrzy na nas.
Wydęła wargi.
Dostała to, co chciała
szukając tego, czego nie straciła
– stała się od nas lepsza?
Chodźmy, noc krótka,
rano nie chcę o Pani już pamiętać.
Nie pamiętam już, żebym była dla kogoś wyjątkowa
Nie pamiętam już, czy miałam w sobie to coś
Odrzuconych połączeń było tak wiele, że przestały ranić
Można brać więcej, bo nie ma już nic do dawania
Czasem łatwiej być bezradną ćmą
Nic nie widzieć
Stracić wszystko
Jutro zniknę zanim przyjdzie świt