Jestem wariatem emocji
Rozszalałe myśli płyną w tętnicach
Roznoszą jad po całym ciele
Z jadu rodzą się mdłości.
Jestem drapieżnikiem
Po zapachu poznam ofiarę
Mogę ją rozszarpać bezlitośnie
Mogę też katować delikatnością
Powoli zadać śmierć
Wątłe nerwy szarpać miłym słowem
Dobrocią zagłaskać.
Gdybym był słaby
gdybym był wątły
gdybym nie był mężczyzną
Jestem Twoją słabością
Szaleństwo moich uczuć jest Twoim więzieniem
Dzięki mnie odzyskałeś wzrok na przyszłość
Przeze mnie poczułeś, jak może boleć życie
Zgubiła Cię pewność, że uległam
A bezczelnie z Tobą igram
Czas nie ogląda się na nic
pędząc w podartych portkach
gubi ból z dziurawych kieszeni.
Nie bawi się z nikim w podchody
– śpieszno mu do jutra
na przekór hazardzistom.
Każdego ranka zszywam
Porwane sumienie
Każdego ranka sklejam
Poszarpane myśli
Każdego ranka zbieram
Kawałki siebie
Nie spieszno mi do jutra